Okna Hogwartu jaśniały blaskiem świec. Zaczynał się kolejny rok szkolny. W Wielkiej Sali na pewno już rozpoczęła się Ceremonia Przydziału, kilkanaścioro, a może nawet kilkudziesięciu jedenastolatków wstąpi zaraz w szeregi uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa, trafiając do jednego z czterech domów: Gryffindoru, gdy są mężni i odważni, Ravenclawu, jeśli ich największą pasją jest nauka, a zagadki logiczne nie są dla nich wyzwaniem, Hufflepuffu, kiedy najwyższymi wartościami w ich życiu są przyjaźń, wierność i oddanie lub do Slytherinu, o ile mają dość sprytu.
Orla, Selena i jak zawsze towarzysząca im tego wyjątkowego wieczoru Melody Vector, najpierw obserwowały z okien mały jasny punkcik na jeziorze, będący latarnią w ręku Hagrida, prowadzącego flotyllę łódek, wiozącą pierwszorocznych uczniów, a teraz wpatrywały się w okna Wielkiej Sali. Za nimi na stole w pokoju tuż przy gabinecie dyrektora, czekała już przygotowana przez Głupola i Śmiecia prawdziwa uczta.
Głupol i Śmieć byli hogwarckimi skrzatami domowymi. W całej szkole skrzatów było około setki, ale te dwa Orla i Selena miały niemal na wyłączność. Zwykle to oni sprzątali pokój dziewczynek, ścielili łóżka, przynosili posiłki, prali ubrania, palili w kominku i pilnowali ognia, a zimą wsuwali m pod kołdry termofory. Mówiąc krótko, bardzo ułatwiali im życie.
- Idziemy jeść - zdecydowała Selena.
Orli było właściwie wszystko jedno. Niewiele też dotarło do niej z tego, co Melody opowiadała o swoich wakacjach w Egipcie. Wciąż nie doszła do siebie po tym, co zobaczyła na cmentarzu w Hogsmeade. I nie chodziło tutaj o groby ciotek i matki.
- Mój kuzyn zaczyna naukę w Hogwarcie - mówiła teraz Melody. - To znaczy... Nie wiem do końca czy to mój kuzyn, ale nasze mamy wychowywały się razem w sierocińcu.
- To tak jak Orla jest moją siostrą i nią nie jest. Bardzo to skomplikowane - podsumowała Selena. - Kto wie, czy są w tym roku jacyś nowi nauczyciele?
- A jak myślisz? - warknęła Orla. - Pewnie jak zawsze od obrony przed czarną magią. Pomału robi się to nudne.
- Trzeba będzie zapytać Aurorę, kto to taki... Tym razem w domu o tym nic nie mówili... Orla, chcesz kurczaka czy kiełbaski? Nic nie jesz.
- To były dziwne wakacje. Nie takie jak zawsze - mruknęła Orla. - I wujka Albusa prawie cały czas nie było...
- I te twoje dziwne omdlenia - dodała Selena. - Nakładam ci kotleta. Melody, wiesz, że w końcu weszłyśmy do tego domu, o którym ci opowiadałyśmy? Tam Orla pierwszy raz zemdlała. Wujkowi chyba się to nie podobało.
- Nie byłaś z tego ta zadowolona, jak się ocknęłam - mruknęła Orla. - Wyglądałaś jakbyś sama miała zaraz się przewrócić.
- Oj tam.
- I od tego momentu częściej ci się to zdarza? - zapytała Melody, bacznie się jej przyglądając. - Może załapałaś jakąś klątwę.
- Klątwę? - zdziwiła się Orla.
- No tak, zły urok - dodała Melody. - Jak byłyśmy z mamą w tym Egipcie, to tam opowiadali, że wejście do niektórych piramid jest niebezpieczne, bo bronią ich różne zaklęcia. Niektórym mugolom wyrastały dodatkowe kończyny, do końca życia słyszeli jakieś głosy, albo umierali. Może nad tym domem coś takiego ciąży... W Egipcie mama nawet pomagała robić różne obliczenia...
- Nie wiem - przerwała Selena. - Będzie trzeba zapytać wujka. Na razie mówili tylko o jakiejś per... perkam... Może byś mi pomogła. - Spojrzała z wyrzutem na Orlę.
- Perkapriomencji. Melody, znamy tylko twoją mamę. A twój tata? - Orla bardzo chciała porozmawiać o czymś innym. Wizja naznaczenia klątwą wcale jej się nie spodobała. Za to Landra Navarro uświadomiła jej rzecz, na którą wcześniej nie zwracała uwagi: każde dziecko powinno mieć dwoje rodziców. Teraz ten temat bardzo ją nurtował.
- Nie wiem. - Melody wzruszyła ramionami. - A to jest ważne?
- Podobno tak...
- Obie jesteście głupie - skwitowała Selena. - To co? Robimy Ceremonię Przydziału?
- Dobra, ale ty śpiewasz piosenkę - zgodziła się Orla, nie wiedząc skąd ten przypływ złego humoru u jej siostry. To ona miała ciężki poranek.
- Bez śpiewania. Daj swoją tiarę.- Selena już ściągała z półek pluszaki i lalki i ustawiała je w rządku.
Zajęte debatowaniem o tym, która zabawka do jakiego domu powinna w tym roku trafić, nawet nie zauważyły kiedy skrzaty domowe zabrały resztki obiadu, a wniosły desery.
- Wiecie co? Ta Tiara Przydziału ma naprawdę ciężką pracę - powiedziała Melody, siadając z powrotem na kwadratowej poduszce przy stole. - Znowu jestem głodna jak wilk.
A na stole stały już budynie z malinami, tartaletki owocowe, mufinki, lody, bita śmietana... Blat niskiego, okrągłego stolika dosłownie się pod tym uginał. Orla wybrała na początek babeczkę orzechową z czekoladą w środku. Skoro to poprawia humor... Selena robiła w swoim talerzu dziwną mieszaninę wszystkich deserów, a Melody jadła kremówkę, jak przystało na dobrze wychowaną panienkę.
Reszta wieczoru minęła im na śmiechach i piskach i w końcu Orli udało się ma jakiś czas zapomnieć o wizycie na cmentarzu. A czas pędził do przodu. Selena już zaczęła pokładać się na poduszkach, ale goszcząc u siebie Melody, nie mogły przebrać się w piżamy, bo jakby to wyglądało.
Rozległ się dźwięk przesuwających się drzwi i w progu stanęła:
- Aurora! - Orla rzuciła się macosze na szyję. Senność natychmiast jej minęła. - Nie przyszłaś do mnie wcześniej.
- Nie mogłam... Ktoś... Coś mnie zatrzymało.
- A co? - rozbudziła się Selena.
- Niespodzianka - zaśmiała się Aurora. - Zapewne jutro się dowiecie.
- Ech, i znowu czekać do jutra - jęknęła.
- Okazuje się, że Albus podczas swojego wyjazdu załatwił więcej spraw niż nam powiedział - dodała Aurora. - Melody, zbieraj się, proszę, obiecałam twojej mamie, że cię odprowadzę.
- I macie przed nami kolejne tajemnice. - Selena nie dawała za wygraną. - Ostatnio nic nam nie mówicie.
Aurora zrobiła bardzo wymowną minę.
- Poradzicie sobie z ułożeniem się do łóżek? - zapytała.
- Oczywiście - odpowiedziała Orla. - Przecież nie jesteśmy już takimi małymi dziećmi. - Wyszczerzyła zęby.
Macocha uśmiechnęła się pobłażliwie, ale wyglądało na to, że ma poważne wątpliwości co do prawdziwości tego stwierdzenia.
- Gotowa? - Spojrzała na Melody.
- Masz jutro lekcję? - Orla chciała ją ja najdłużej zatrzymać.
- Jak zawsze - odparła, bacznie się jej przyglądając. - Z pierwszym rokiem.
- A mój kuzyn do jakiego domu trafił? - przypomniało się Melody.
- Adam? Do Hufflepuffu. Dooley jest w Ravenclawie - dodała, patrząc na Orlę.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się o kogo chodzi. Dopiero po chwili przypomniała sobie chłopca, który wychowywał się u dziadków Aurory, a którego poznała ponad rok temu podczas wizyty w jej rodzinnym domu w Llangefni.
- Dlaczego właściwie tak dużo dzieci w naszym wieku nie ma rodziców? - wyrwało się jej.
- Co ci przyszło do głowy? - Aurora była mocno zaskoczona tym pytaniem.
- Ja, Selena, Melody, Dooley...
Macocha rzuciła szybkie spojrzenie na Selenę, jakby to był jej pomysł, żeby o to zapytać:
- To temat na dłuższą rozmowę... I lepiej zapytajcie o to wujka Albusa. Musimy już iść z Melody, bo Septima będzie się martwić. Śpijcie dobrze.
Pocałowała Orlę na pożegnanie, wzięła za rękę Malody i wyszły.
Ale tej nocy Orla wcale nie spała dobrze. Najpierw przewracała się z boku na bok, później miała sny niespokojne, pełne jakiś zamazanych postaci. Budziła się co chwilę, a na dobre zasnęła dopiero nad ranem.
- Wstawaj! - darła się jej do ucha Selena, już chwilę później. - Wstawaj, śpiochu!
Za oknem panowała szarówka. Orla naciągnęła kołdrę na głowę.
- Nie wygłupiaj się i wyłaź z łóżka. Mamy dużo rzeczy do zrobienia.
- Ale mnie się chce spać.
- Wstawaj i to już!
Po kwadransie walki o kołdrę, poduszkę i misia z którym spała, zrezygnowana Orla w końcu postanowiła się ubrać.
- Dobra dziewczynka - skwitowała Selena.
Orla rzuciła jej mordercze spojrzenie. Chwilę później wyszły na korytarze zamku, tuż przed wielką kamienną chimerą.
- I gdzie ci się tak spieszyło? Ciemno jest, nie ma żywej duszy, martwej też nie... - dodała, mając na myśli duchy, których było tutaj sporo.
- Dawno nie zwiedzałam zamku. Idziemy na dół.
Za dużo zamku jednak nie zwiedziły. Zaledwie dotarły na pierwsze piętro, rozległ się wrzask Seleny, a zanim Orla zdążyła zorientować się co się właściwie dzieje, podzieliła jej los. Znalazła się w czymś bardzo przypominającym sieć rybacką.
- Mamy je! - usłyszały znajome głosy i chichoty.
Wkrótce zza załamania korytarza wyłonili się dwaj roześmiani, czarnowłosi chłopcy - Francesco Dulaine i Luciano Valentine. Ich najlepsi "koledzy", którzy wczoraj rozpoczęli drugi rok nauki. Notabene, również wychowani przez swoją ciotkę.
Podczas, gdy Selena miotała w nich zasłyszanymi od wujka Aberfortha przekleństwami, Francesco spokojnie powiedział do swojego kuzyna:
- Popatrz, mój drogi, niby tyle słów potrafią zapamiętać, ale o przywitaniu się z przyjaciółmi zapomniały.
- Przestań się wymądrzać i uwolnij nas z tego - warknęła Orla.
- Proszę bardzo. - Zaśmiał się krótko, mruknął "Reducto!", a oplatające je sieci zniknęły. - To takie małe, ciekawe zaklęcie, które znaleźliśmy w wakacje. Chcieliśmy sprawdzić jak działa.
- Akurat na nas? - Selena podparła się pod boki.
- Akurat się napatoczyłyście - odparł w tym samym tonie Luciano. - A że nie raczyłyście...
- Właśnie was szukałyśmy! - zmyśliły Orla i Selena.
- Na pierwszym piętrze?! - zapytali równocześnie chłopcy i wybuchli śmiechem.
- Przecież wiecie, gdzie jest wieża Ravenclawu - wykrztusił w końcu Francesco.
- A jeśli zgubiłyśmy się w zamku? - zagadnęła Selena.
- W to akurat nie uwierzymy - skwitował Luciano. - Znacie go lepiej niż mieszkające tu myszy.
Była to właściwie prawda. Z tym, że w Hogwarcie za dużo myszy nie było, bo koty uczniów wszystkie wyłapały, z dużą pomocą kotów Aurory, które nawet do pokoju dziewczynek potrafiły przynieść swoją zdobycz.
- Wy jesteście z Hiszpanii... - mruknęła Orla, bacznie przyglądając się kolegom.
- W połowie - odpowiedział Luciano.
- Tyle wystarczy. Wiecie kto to jest Landra Navarro?
- Jak to? Nie wiesz? - Francesco wytrzeszczył oczy ze zdumienia.
- Wyobraź sobie, że nie.
- Najbardziej wpływowa kobieta w hiszpańskim Ministerstwie Magii. Ciągle o niej piszą. Siostra samego ministra i szefowa Departamentu Sekretów i Tajemnic.
- Jakiego?!
- A panny co tutaj robią? - Tuż obok nich otworzyły się drzwi i stanęła w nich Minerwa McGonagall. - Mało razy Albus prosił was, żebyście nie chodziły po korytarzach, gdy są pełne uczniów? Przynajmniej szaty Hogwartu mogłyście założyć, żeby nie rzucać się w oczy.
Orla i Selena popatrzyły na swoje kolorowe stroje:
- Nie mogłyśmy się zdecydować z proporczykiem którego domu wybrać.
Ale ciocia jakaś dziwnie podenerwowana była.
- Panie Valentine, panie Dulaine, co panowie tutaj robią? - Jej usta niebezpiecznie się zwęziły.
- Idziemy na śniadanie - odpowiedział Francesco i szybko oddalił się z kuzynem.
Ciocia odprowadzała ich wzrokiem, aż nie skręcili na schody, prowadzące do sali wejściowej.
- Chodźcie na herbatę, zanim ktoś jeszcze was zobaczy - powiedziała, przepuszczając je do swojego gabinetu.
Było to małe pomieszczenie, wypełnione ciepłem bijącym z kominka zajmującego niemal całą lewą ścianę. Wszystko było tutaj proste i poukładane jakby od linijki. Jedyną ozdobę stanowiły zasłony w szkocką kratę przy oknie za biurkiem. Ciocia wskazała im dwa stare fotele.
- Pomijając fakt waszego zupełnie nieuzasadnionego wałęsania się po szkole - mówiła, nalewając im herbaty z imbryka - bardzo mnie interesuje, co was tak nagle naszło na wypytywanie o Landrę Navarro.
Spojrzała na nie badawczym wzrokiem.
- Bo była wczoraj w Hogsmeade - wyjaśniła Orla.
- Zabrała nas na cmentarz i pokazała różne ciekawe groby - dodała Selena, gdy brwi Minerwy McGonagall pomału zaczynały tworzyć jedną linię. Chyba był to błąd.
- I wujek Albus ot, tak sobie pozwolił jej was zabrać? - zapytała.
- No... - zaczęła dukać Orla. - Bo wujek Aberforth chciał z nim porozmawiać jak z bratem i ona zapro...
- Więc i Aberforth jest w to zamieszany?
Tego już zupełnie żadna z nich nie rozumiała. Spojrzały na siebie w szczerym zdumieniu.
- Musicie wiedzieć jedno - powiedziała ciocia, ciężko oddychając. - Landra Navarro to największa żmija jaka chodziła po tej ziemi.
- A mnie się wydaje, droga siostro, że jesteś zwyczajnie zazdrosna - nadpłynął od strony kominka dziwnie znajomy, kobiecy głos.